Spotkałem się z Domami Serca po raz pierwszy w Szpitalu Bródnowskim, gdzie wolontariusze z warszawskiego domu pełnią swój apostolat. Po bliższym zapoznaniu się z charakterem misji Domów Serca z pomocą Opatrzności Bożej wyjechałem na misję do Fazenda do Natal w Brazylii. Przyświecały mi w szczególności dwa pragnienia: służyć drugiemu ucząc się miłości oraz trwać w bliskości Pana Boga, aby odnaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytania.

Czas wolontariatu był dla mnie wyjątkowym i niepowtarzalnym okresem w życiu. Posługa drugiemu, praca dla innych, życie we wspólnocie, wejście w bardzo realistyczny sposób w codzienność ubogich w Brazylii, a to wszystko przeplecione modlitwą – w tych krótkich słowach mogę określić moją 323-dniową misję na Fazenda do Natal. Pan Bóg powoli spełniał pragnienia mojego serca, którymi wcześniej wypełnił moje serce. W każdym wymiarze spełnił swoją obietnicę, że misja będzie dla mnie szkołą miłości. Chyba najbardziej charyzmat współczucia rozpalały w moim sercu wizyty podczas apostolatu w Orfanato, domu dziecka w Simoes Filho, kiedy musiałem „po mesku” powstrzymywać wzruszenie, które mnie ogarniało, gdy tyle dzieci chciało być przytulonymi, a ja miałem tylko dwie ręce… Niezapomniane przyjaźnie na Fazendzie z jej mieszkańcami – głównie z dziećmi – to inny, piękny, choć często i trudny wymiar mojej misji.

Dziś, już ponad rok po powrocie, kandyduję do fraterni Maksymiliana Kolbe chcąc nadal żyć charyzmatem Domów Serca. Z racji mojego miejsca zamieszkania Dom Serca w Warszawie stał się dla mnie oazą, gdzie zawsze znajduję Boga, przyjaciół i duchowy pokarm. Staram się też odwiedzać dzieci z zaprzyjaźnionego Domu Dziecka. Ten wolontariat to z pewnością piękny owoc mojej przyjaźni z Domami Serca.

A.K.