Ze wspólnotą Domów Serca zetknęłam się po raz pierwszy ponad 5 lat temu, a w 2012 roku miałam okazję poznać ją jeszcze bliżej, angażując się w 14 miesięczny wolontariat w nowopowstałym Domu Serca w Warszawie. Czas mojej misji w Warszawie bez wątpienia zostawił we mnie ważny ślad – nie tylko w wymiarze duchowym, ale także czysto ludzkim.

Myśląc o czasie misji myślę przede wszystkim o ludziach, których dane mi było poznać, a których w inny sposób być może nigdy bym nie zauważyła. Żyjemy przecież tak często w światach równoległych, będąc tuż obok, a jednocześnie niezmiernie daleko od siebie. Rzadko zdarza się nam wykraczać świadomie poza bezpieczny krąg znajomych. Czas misji był dla mnie szansą wyjścia poza mój własny świat, rozszerzenia horyzontu i serca. Jednocześnie, poznając ludzi tak bardzo różnych ode mnie – starszych, chorych, ubogich, bezdomnych, opuszczonych – coraz wyraźniej mogłam zobaczyć, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni i że w gruncie rzeczy każdy z nas ma takie same marzenia i tęsknoty. Czas misji był potwierdzeniem tego, co tylko przeczuwałam wcześniej – że niezależnie od wieku, pochodzenia, statusu materialnego, wykształcenia, wyznania, poglądów, naszym największym pragnieniem jest pragnienie obecności drugiego człowieka.

W pamięci szczególnie utkwiła mi jedna historia związana z Arkiem, Ewą i Adamem – bezdomnymi mieszkającymi w namiocie nad rzeką, niedaleko naszego domu. Odwiedzaliśmy ich raz w tygodniu, spędzaliśmy czas na krótkiej rozmowie. Nie poruszaliśmy trudnych tematów, rozmawialiśmy głównie o pogodzie i sporcie. Nigdy nie dawaliśmy im pieniędzy, ani żadnych darów materialnych, oni sami zresztą nigdy o to nie prosili. Po pewnym czasie zaczęły nachodzić mnie wątpliwości – czy nasze spotkania mają jakikolwiek sens? Arek, Adam i Ewa nadal pozostają bezdomni. Pozornie nic się nie zmienia. Czy naprawdę potrzebują naszej obecności? Ociągałyśmy się z kolejną wizytą, a odpowiedź na moje pytania nadeszła zupełnie niespodziewanie, w postaci smsa z nieznajomego numeru o treści « Cześć dziewczyny, dlaczego nas nie odwiedzacie? Czy czymś was uraziliśmy? Arek, Ewa, Adam ». To proste zdarzenie bardzo mnie dotknęło i uzmysłowiło z wielką siłą pragnienie zwykłej, prostej przyjaźni, jakie nosi w sobie każdy człowiek.

Z perspektywy czasu widzę coraz wyraźniej jak wiele zawdzięczam misji w Domu Serca i z całym przekonaniem, mogę ten czas nazwać szkołą przyjaźni i człowieczeństwa.

H.K.