05.05.2016, Rogoźno

Szanowni Państwo,

tak bardzo się cieszę, że mogę podzielić się z Wami moim doświadczeniem zdobytym podczas misji w Domach serca w Brazylii, na misje wyjechałam w październiku 2014 i wróciłam

w lutym 2016. To było zupełnie niezwykłe doświadczenie, wielokrotnie myślałam o tym jak dobrze byłoby gdyby na taką misję mógł wyjechać każdy młody człowiek! To prawdziwy prezent od Boga.

Odkąd pamiętam było we mnie pragnienie niesienia pomocy ubogim i odrzuconym, zawsze jednak przed wyjazdem na misje powstrzymywał mnie brak odpowiednich kwalifikacji czy doświadczenia, przynajmniej tak myślałam, miałam jednak serce gotowe do pracy. Po pewnym czasie spotkałam się z Domami serca i czułam, że trafiłam do domu. Charyzmat naszej wspólnoty: niesienie pocieszenia, prosta obecność, dni przepełnione modlitwą, to wszystko było odpowiedzią na moje pragnienia! Nie zawahałam się, postanowiłam wyjechać! Zadziwiająca była odpowiedź ludzi dookoła, którzy całym sercem wspierali moją decyzję i chętnie ofiarowali modlitwę i pomoc finansową. Pamiętam niezwykłą radość, brak lęku i poczucie wolności, które towarzyszyło mi w tamtych dniach.

Sama misja okazała się niezwykle owocna, musiałyśmy mierzyć się z naszymi słabościami, trwać blisko Pana i naszej najpiękniejszej opiekunki i nauczycielki Maryi. Nauczyłam się, jak ważna jest wspólnota, bez niej misja byłaby o wiele trudniejsza albo nawet niemożliwa, nasza mała wspólnota, składająca się z kilkorga wolontariuszy to na misjach taka mała rodzina i ogromne błogosławieństwo. Uzupełnialiśmy się wzajemnie, wsłuchiwaliśmy się w siebie i uczyliśmy się siebie nawzajem, zupełnie jak w rodzinie, sił dodawała nam codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu, jaki to był niezwykły czas! Ludzie, którzy byli nam dani tam na miejscu: ich serca, szczodrość, gościnność, pokora uczyły nas miłości. Kiedy po powrocie znajomi zadawali mi pytania, a co właściwie tam robiliście? Odpowiadam: uczyliśmy się kochać, kochać Chrystusa i Jego Matkę, siebie samych i naszych braci, uczyliśmy się jak „być”, jak słuchać, jak czuwać i bronić tych najsłabszych, jak nieść pokój i nadzieję, jak nie oceniać i jak cieszyć się każdym dniem.

Często wracam do tamtych dni i wzrusza mnie ich piękno i prostota, myślę, że zawsze już będę do nich wracać jak do źródła, jak do początku, czuję, że coś we mnie się zmieniło, że stałam się bardziej człowiekiem, stałam się bardziej ludzka.

Dzisiaj cieszy mnie przede wszystkim to, że jesteśmy w Domach serca jedną rodziną, możemy liczyć na siebie nawzajem, wspierać się w najzwyklejszych codziennych sprawach, bo taka też była nasza misja: konkretna, zakorzeniona w codzienności, nieoderwana od ludzkich słabości a przez to tak niezwykła, tak wyjątkowa i dobra.

Tak osobiście myślę, że Domy serca przybliżyły mnie bardzo do Matki Bożej, przez całą misję czułam jej niezwykłą bliskość i pomoc, również teraz kiedy wróciłam do codziennych zadań to się nie zmieniło. Czuję jakby było mi dane przeżyć jeszcze jedno życie w życiu, bo napełnione losami różnych ludzi, ich cierpieniem i miłością, porażkami i zwycięstwami, moimi osobistymi zmaganiami, miłością i radością, której nie sposób opisać, jestem pewna, że w dobrych zawodach wystąpiliśmy (2Tm4).

 

P.W.